01 Punkt wyjścia
Stolarza nigdy nie miało być
Sala kinowa z Dolby Atmos, ponad trzydzieści metrów kwadratowych sufitu, w dobudówce, nad którą jest już tylko dach. Kino projektował mój kolega, a zabudowa sufitu miała być robotą stolarską. Tak powiedział mu klient.
Stolarz nie przyjechał. Dziś myślę, że nikogo takiego nie planowano.
Kolega zapytał, czy wezmę to na siebie. Wziąłem, ustaliliśmy stawkę dzienną i tak przepracowałem osiemnaście dni.
Z dostawy przyszło sukno i pięć dział świetlnych, dwa mniejsze i trzy większe, najpewniej z Chin. Wszystko inne było do wymyślenia: z czego to zbudować, ile kupić, na czym zawiesić, czym przykręcić. Płyty ciąłem u siebie, piłą stołową i ukośnicą.
02 Projekt
Nieba nie da się postawić ręką
Rozsypu gwiazd nie da się wymyślić. Równomierna siatka wygląda jak sufit podwieszany z dziurami, a punkty stawiane na oko zawsze zdradzają rękę, która je stawiała. Wziąłem generator galaktyk, podałem wymiary powierzchni i dostałem niebo, które ma zgęszczenia i pustki tam, gdzie natura je stawia.
Potem podzieliłem je na trzy jasności, bo w gotowym suficie o sile punktu nie decyduje nic poza średnicą włókna. Wyszło 135 włókien 1,5 mm, 578 o średnicy 1,0 i 2158 najcieńszych, 0,75. Razem 2871 gwiazd, każda ze swoim miejscem.
Obraz pociąłem w Corelu na piętnaście kawałków, po jednym na płytę. Potem podłączyłem laptop do rzutnika Sony, tego samego, który później działał w tym kinie, postawiłem go na podwyższeniu i rzuciłem pierwszy fragment nieba na leżącą płytę, w skali dopasowanej do niej co do milimetra.
I odrysowywałem. Punkt po punkcie, trzy rodzaje flamastra na trzy jasności, potem trzy średnice wiertła.
Każda płyta po przycięciu dostała numer, ten sam co jej kawałek nieba. Bez tego trzy tygodnie później nie sposób byłoby trafić właściwą wiązką we właściwe miejsce.

Trzy jasności punktów odpowiadają trzem grubościom włókna.

Ten trafił na płytę numer osiem.

Punkty odrysowywane prosto z obrazu z rzutnika.

Piętnaście płyt, rozsyp gwiazd, przebiegi wiązek i liczba włókien w trzech grubościach na każdą płytę.
03 Sukno
Czerń, która nie prześwituje
Powierzchnia musi pochłaniać światło. Punkt świeci tylko wtedy, kiedy tło jest naprawdę czarne, a nie szare.
Płyty pomalowałem na czarno od lica i na krawędziach, żeby przez sukno nie prześwitywał jasny MDF ani na powierzchni, ani na zawinięciu. Otwory wierciłem przed naklejeniem sukna, żeby wiór i pył nie osiadły w materiale.
Sukno kleiłem na całej powierzchni, nie na samych krawędziach: jest ciężkie, płyty są duże i na punktowym kleju z czasem by obwisło. Krawędzie szły na zakładkę i zawijały się jakieś pięć centymetrów na drugą stronę płyty, żeby na łączeniach nie prześwitywało nic z tego, co pod spodem. Nadmiar obcinałem po zawinięciu.
Wszystko na tack glue w sprayu, rzecz bardzo chwytną i bardzo brudzącą. Kropla na licu zostaje na zawsze, a czarne sukno niczego nie wybacza.

Bez tego jasny MDF prześwitywałby przez sukno.
04 Światłowód
Dwa tysiące osiemset siedemdziesiąt jeden razy to samo
Najmozolniejsza część zaczynała się długo przed dotknięciem pierwszej płyty. Trzeba było policzyć, z którego działa, w jakiej grubości i którędy biegną włókna do każdej z piętnastu płyt.
Biegły pęczkami, spiętymi opaskami zaciskowymi. Kratownicę podcinałem w kilku miejscach, żeby pęczki mogły przejść. Wiązki mocowałem do stropu, rozdzielałem według grubości i doprowadzałem dokładnie tam, gdzie miała stanąć konkretna płyta.
Potem płyta szła w górę na podnośniku, a włókna wchodziły w otwory od tyłu i przebijały sukno na wylot, z dużym zapasem. Każde po przebiciu przyklejałem od spodu pistoletem na gorący klej: bez tego przy najlżejszym ruchu potrafi cofnąć się w otwór i gwiazda gaśnie, a wtedy nie ma już jak do niej wrócić.
Obcinałem dopiero po zamontowaniu płyty, przy samej powierzchni, tak żeby została sama kropka.
Wiązki schodzą się do pięciu dział. Świecą na biało, zmieniają kolor, pełgają i potrafią rzucić pojedynczy rozbłysk.

Każda czeka na swoją płytę.

Pierwsze pola już świecą.
05 Konstrukcja
Na czym to wszystko wisi
Nad kinem nie ma piętra, tylko dach. Sufit wykonano z podwójnej płyty ogniowej, tej czerwonej, z wyciętymi już otworami pod sześć głośników.
Cała zabudowa jest za ciężka, żeby wisieć na samej płycie, więc musiałem znaleźć konstrukcję dachową i wkręcać się w nią przez płytę, dokładnie tam, gdzie przebiega kratownica.
Kratownicę zaprojektowałem pod całą powierzchnię, z płaskowników jeden na cztery. Ich szerokość wyszła z jednego warunku: wkręt nie może wypadać przy samej krawędzi płyty, bo tam materiał pęka. Każda krawędź musiała trafić na płaskownik i mieć zapas.
Wkręty kupiłem czarne. Na czarnym suknie srebrny łeb widać z drugiego końca pokoju, a już na pewno wtedy, kiedy zapalą się gwiazdy.
Pole ma 646 na 485 centymetrów, czyli trzy pełne arkusze MDF obok siebie. Największa płyta wyszła 244 na 120 centymetrów: prawie trzy metry kwadratowe dziewiętnastki, około trzydziestu pięciu kilogramów.
Płyty tej wielkości podnosi się we dwóch. Podnośnik wypożyczyłem, bo się uparłem, i pracowałem sam; właściciel domu czasem przytrzymał płytę przy nawiercaniu i przykręcaniu.

Robota dla dwóch osób, wykonana przez jedną.
06 Uruchomienie
Rako pod Control4
Po obwodzie wnęki poszła listwa RGBW, zamówiona przez klienta i ułożona przeze mnie. Sterują nią bezprzewodowe ściemniacze Rako, wpięte w Control4. Pracują na niskim napięciu, więc pod same diody doszły jeszcze zasilacze.
Sceny programował mój kolega, bo miał to w kontrakcie. Jest ich około dwudziestu: osobno listwa dookoła sufitu, osobno kolory i efekty w polu gwiazd, plus takie, które łączą jedno z drugim. Klient może je sobie przestawiać, jak zechce.
Wszystko chodzi pod procesorem Control4, razem z resztą sprzętu audio-wizualnego i światłem, obsługiwane z ekranu w kinie. Kolega przekazał klientowi dokumentację automatyki.
Ostatniego wieczora zgasiłem światło i sufit się zapalił.

Patch panel po skrosowaniu, kolor krosówki oznacza rodzaj obwodu.

Działa zmieniają kolor całego pola naraz.
07 Po fakcie
Co bym zmienił
Najtrudniejsze nie było wiercenie ani klejenie. Najtrudniejsze było wymyślić to wszystko tak, żeby później zagrało do kupy. Reszta była pracą.
Gdybym robił to drugi raz, dałbym mniejsze płyty i gęstszą kratownicę. Piętnaście tafli tej wielkości, z wiązkami wchodzącymi w nie od tyłu, montuje się bardzo ciężko. Mniejsze kawałki weszłyby łatwiej i znacznie szybciej.
Jeśli planujesz coś podobnego albo masz pytanie o rozwiązanie techniczne, napisz.
info@iqhouse.me